czwartek, 4 lipca 2013

Po przerwie

Coś wyszła długa przerwa - tak na początku trochę głupio. Ale cóż, jak zakładałam bloga, obiecałam sobie, że nie będę ruszać mojej prywatności, że będę pisać wyłącznie o sprawach ogólnych, nawet, jeżeli wynikają z tego, co spotkało mnie w życiu prywatnym.
Nie da się..... Prywatność wali drzwiami i oknami, nie mogę jej uniknąć. Czasem warto więc nie pisać, aby blog nie zmienił się w konfesjonał, bo tego nie chcę. Tym bardziej, że na końcu i tak nikt nie zapuka i nie odpuści Twoich grzechów....

Ten blog miał być po to, aby się oderwać, żeby nie pamiętać codziennych, prywatnych problemów. Lepiej popatrzyć na innych, skupić się na tym, co jest ważne dla ludzi, a nie siedzieć w swoim własnym, prywatnym grajdole.

I na dzisiaj tylko tyle. Może jutro mi przejdzie tak do końca i wtedy będzie coś więcej......

Iwonna

poniedziałek, 13 maja 2013

No i nie wygadałam się dnia następnego, bo pojawiły się problemy z logowaniem się na bloga. Problemy na szczęście rozwiązano i dzisiaj poszło już dobrze.

Jesteśmy po komunii, ale niestety nie po zapaleniu oskrzeli:) Co prawda pani doktor stwierdziła, że leczenie idzie dobrze, ale do końca jeszcze kilka dni pewnie trzeba będzie poczekać. Myślę pozytywnie, zastanawiając się tylko, co zastanę po tak długiej nieobecności w pracy:)

Matura na razie OK, najgorsze (czyli polski) za nami. Przed nami (jutro) geografia rozszerzona, ale to przecież ulubiony przedmiot syna, więc chyba kompromitacji nie zaliczy.
Ogólnie ciężki tydzień za nami, przeżyliśmy, teraz może być tylko lepiej.

Ponieważ jedno z dzieci kończy ważny etap edukacji, znowu wracają myśli o polskiej szkole.
Wszystkie reformy szkolnictwa, mam wrażenie, tylko psują coraz więcej. Tak jakoś nie przypominam sobie, aby za moich czasów szkoła była na tak niskim poziomie, że trzeba by było ją bez przerwy ulepszać.  Znowu można powiedzieć, że chcieliśmy dobrze a wyszło jak zwykle. Program nauczania zarówno w szkole podstawowej, jak i w gimnazjum i liceum jest moim zdaniem ułożony co najmniej dziwnie. Mam dobry przegląd z uwagi na rozstrzał wiekowy moich dzieci (19 i 8 lat). Oboje z mężem jakieś tam niezłe wykształcenie zdobyliśmy i potrafimy pewne rzeczy ocenić. Nigdy nie patrzyłam na te sprawy subiektywnie, pod kątem predyspozycji moich synów, starałam się naprawdę zrozumieć taki a nie inny dobór lektur na przykład. No, ale jak zobaczyłam Szekspira "Romeo i Julię" bodajże w I klasie gimnazjum to mi szczęka opadła. Konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy, dlaczego to jest lektura dla DZIECI??? Czy "młodzież" 14-letnia jest na tyle dojrzała emocjonalnie, aby zrozumieć ten piękny przecież dramat??? Z opowieści syna wnioskuję, że chyba nie bardzo.......

Wiem, że każdy Polak uwielbia reformować służbę zdrowia, szkolnictwo, i tak dalej, ale trudno się właściwie dziwić, że najłatwiej krytykować to, co nas dotyka tak bardzo bezpośrednio. I według mnie nie wszystko w służbie zdrowia i szkolnictwie dzieje się źle w wyniku braku pieniędzy. Czasem wystarczyłoby trochę pomyśleć.

Mam taki ciekawy przykład sprzed kilku lat, kiedy to zimą mroźną mój syn zerwał ścięgno na lekcji w-f i musiałam udać się z nim na tzw. oddział ratunkowy w szpitalu, a potem na założenie gipsu.
No i panie i panowie, pod drzwiami stało 5 (słownie pięć) krzesełek, oczywiście zajętych, a dookoła ściany były podparte przez ludzi w różnym wieku, z różnymi uszkodzeniami kończyn (przypominam, że zima była mroźna a chodniki śliskie). Kolejka liczyła około 25 osób. Na korytarzu nie było również żadnego wieszaka na okrycia wierzchnie, a temperatura wynosiła jakieś 23 stopnie. Pielęgniarki biegały w fartuszkach z krótkim rękawem. Ja stałam pod ścianą, jedną ręką starałam się podpierać syna (15 lat, wyższy ode mnie o jakieś 15 cm) stojącego na jednej nodze, a w drugiej ręce trzymałam 2 kurtki (czapki, szaliki i rękawice poupychane po kieszeniach i w rękawach), torebkę, zdjęcie RTG i skierowanie. Jak przyszła kolej na nas, to mój syn nadawał się do gipsu, a ja do psychiatry:)
Brak pieniędzy??? A guzik!! Ile kosztują krzesełka i wieszak?? Tylko niestety, dyrektor szpitala musiałby wychylić się ze swojego gabinetu i popatrzeć na tych zmęczonych, spoconych i CHORYCH pacjentów jak na ludzi.

Podejrzewam, że tego typu przykładów każdy z nas potrafiłby wymienić całe mnóstwo. Ja do tego stopnia jestem do służby zdrowia zrażona, że płacę za każdą już usługę medyczną. Jeżeli muszę skorzystać z publicznej służby zdrowia (na przykład badania laboratoryjne - mimo płatnego skierowania od lekarza "prywatnego" czekam razem ze wszystkimi w horrendalnych kolejkach do laboratorium około 2 godzin) czuję się po prostu upokorzona.

Iwonna

wtorek, 7 maja 2013

Dobry początek

Czy to, że dzisiaj pierwszy dzień matur będzie dobrą prognozą dla mojego bloga? To zależy, jaka będzie "zdawalność":)

Ja też jestem prawie maturzystką. Prawie, bo zdaje ją mój syn, a nie ja, i na własnej skórze mogę sprawdzić stwierdzenie, że rodzice maturzystów bardziej się denerwują niż sami zdający. To fakt. Znacznie bardziej przeżywam maturę syna niż przeżywałam swoją. I co z tego, że egzamin z polskiego był banalnie prosty? Dowiedziałam się o tym dopiero o 12.00!!!

Jutro matematyka - już będzie łatwiej. No cóż, humanistą to ten chłopak nie jest na pewno....

Tydzień ogólnie ciężki będzie, oj ciężki.... Komunia młodszego w niedzielę, a na razie ma porządnie wyhodowane zapalenie oskrzeli. Z chorym 9-latkiem i zestresowanym w sposób ciągły 19-latkiem życie nie jest proste i łatwe:)

Nic to, damy radę - jak zwykle zresztą. Pogoda ducha jest podstawą życia, inaczej się po prostu nie da. A jak pogoda ducha nie wystarczy, to teraz będę miała bloga - zawsze mi pomagało, jak się mogłam wygadać (wygadać nie znaczy wyżalić!!!).

Ponieważ wzięłam się za zakładanie bloga o niezbyt normalnej porze, to wygadywać się będę jutro. Na razie jestem w pełni zadowolona, że poszło mi tak błyskawicznie.

Iwonna